2017/10/18

0323 Wataha czyli serial który polecam


Odkąd Natalia pojawiła się na świecie nie mam za wiele czasu dla siebie. Na czytanie książek po nocach jestem zbyt zmęczona, ale za to czasmi zdarza mi się pooglądać jakiś serial czy film. Dzisiejszy post chciałam poświęcić serialowi produkcji HBO. Nie każdy ma ten kanał, jednak sam serial zapewne jest dostępny gdzieś w sieci.


Na razie powstała jedna seria. Druga ma pojawić się jeszcze w tym roku zdaje się, że nawet w październiku. Tak właśnie już HBO pokazało 1 odcinek 15.10




Opis:


Serial "Wataha" rozpoczyna się od zamachu bombowego, w którym giną oficerowie jednej z jednostek straży granicznej w Bieszczadach. Tylko jednemu z nich uda się przeżyć. Kapitan SG Wiktor Rebrow w wyniku zamachu traci nie tylko swoich przyjaciół, ale przede wszystkim ukochaną Ewę. Zagubiony, próbuje dociec, co się wydarzyło i kto za tym wszystkim stoi. Oficjalne śledztwo prowadzi prokuratura. Poznaniem prawdy są zainteresowani również jego przełożeni.



Serial jest produkcją polską. W obsadzie znajdziemy znane nazwiska chociażby Bartka Topę, Leszka Lichotę czy siostry Popławskie. Jeśli chodzi o gatunek jest to trochę serial obyczajowy, trochę kryminał. Jest zabójstwo i niewyjaśniona zagadka w tle. Smaczku dodają widoki. Bieszczady w roli głównej dają czadu.

Lubicie takie klimaty?

Fabuła opiera się na historii ekipy straży granicznej z Bieszczad. Ich walce z przemytnikami ludzi i próbie wyjaśnienia wybuchu w którym zginęła czołówka strażników. Przeżył jeden Rebrow grany przez Leszka Lichotę, bo chwilę przed wybuchem wychodzi z budynku. I wszyscy uważają, że to on jest winny wypadku. Ale czy słusznie? A może prawda jest inna?

Przez całą serię tak naprawdę niewiadomo do końca jaka jest prawda choć można się wielu kwestii po prostu domyślić. Pojawiają się nowe postaci i wątki poboczne powiązane silnie z głównym. Szybko okazuje się, że nie wszyscy są uczciwi i podają się za tych, którymi są. Szczerzy i uczciwi ludzie tacy jak strażniczka Natalia płacą za swoją naiwność wysoką cenę.  Rebrow przez cały czas próbuje oczyścić się z zarzutu organizacji zamachu i jednocześnie odkryć o co w tym wszystkim chodzi. A prawda nie dość, że zaskoczy to jeszcze zaboli. W całym tym bagnie przeciw niemu jest prokurator, która nie umie dostrzec prawdy. Do czasu. Pytanie czy niezbyt późno?

Serial jest trochę mroczny. Jest sporo scen w lasach jesienną porą. Dużo deszczu i błota. To wszystko sprawia, że czujemy dramaturgię. Oglądając niektóre sceny miałam ciarki. Nie brakuje tam trupów i scen pokazujących nędzę i dramat ludzki. Jedym słowem nie jest nudno.

Fajnie dobrani aktorzy wręcz nie wyobrażam sobie nikogo innego w tych rolach. Ciekawa fabuła choć chwilami wątki przewidywalne. Piękne krajobrazy na które można patrzeć i patrzeć. No i oczywiście zagadka, która intryguje i zachęca do oglądania.

Mnie ten serial zainteresował bardzo. Nie ukrywam, że się wciągnęłam. Mogę zatem go wam polecić. A od niedawna rozpoczęła się druga seria, na którą nie mogłam się doczekać.

2017/10/04

0322 seria Lirene C+D kilka słów


Serię tę wypatrzyłam jakiś czas temu w Rossmannie. Miałam w planach jej zakup, ale jakoś się nie składało. Niedawno kopnął mnie zaszczyt i otrzymałam ją od firmy Lirene. Zaczęłam testy i....




Seria składa się z 3 produktów. Po krótce napiszę wam co o nich sądzę, bo testuję je juź jakiś czas.

Serum do twarzy








Serum zamknięte jest w szklanej buteleczce z dozownikiem. Konsystencja żelowa z drobinkami, które pękają po roztarciu w dłoni tworząc piękny cytrusowy zapach. Na skórze jest uczucie chłodu. Produkt rozprowadza się bardzo łatwo i przyjemnie.




Serum dość szybko się wchłania. Skóra przez kilka minut się klei, ale dość szybko ten efekt ustępuje. Zapach strasznie mi się podoba. Skóra już po kilku aplikacjach jest bardzo przyjemna i miękka. Zdecydowanie poprawia się jej koloryt. Jako, że jestem ciągle zmęczona jest to dla mnie wybawienie. Efekt jest widoczny gołym okiem. Jestem z tego produktu bardzo zadowolona.


Żel do mycia twarzy







Żel zamknięty jest w klasycznym opakowaniu na klik. Podobnie jak serum ma piękny cytrusowy zapach i malutkie kuleczki, które jak kapsułki pękają po roztarciu. Użycie jest bardzo proste. Pod wpływem wody żel zmienia się w białą delikatną pianę. Nie podrażnia oczu. Dobrze oczyszcza aczkolwiek nie wiem jak poradziłby sobie z trudnymi kosmetykami. Zazwyczaj myłam nim buzię po zmyciu makijażu oka. Podkład znikał z twarzy bez problemu. Skóra po umyciu jest miękka i odżywiona. Myślę, że w połączeniu z pozostałymi elementami serii po prostu się uzupełnia.
Czy pory się zmniejszyły? Może odrobinę, ale dla mnie to nie problem, bo nie są jakieś mocno rozszerzone. Podsumowując jestem zaskoczona na plus.


Kremowy żel do twarzy







Zazwyczaj kremy mają podział i są do stosowania na dzień lub na noc. Ten jest na całą dobę. Opakowanie jest plastikowe zabezpieczone sreberkiem. Zapach znów przyjemnie cytrusowy. Ponownie pojawiają się małe drobinki, które znikają po roztarciu. Konsystencja jest bardzo ciekawa i przyjemna.





Krem szybko się wchłania choć podobnie jak w przypadku serum powoduje lekkie klejenie się skóry. Efekt ten znika po chwili. Używa się go z przyjemnością i nie ma tu ściemy. Skóra po kilku dniach jest miękka i rozświetlona. Bardzo pozytywny efekt. Krem mnie zapchał ani nie uczulił. Jestem pozytywnie zaskoczona tym bardziej, że nakładałam na niego podkład i nic złego się nie stało.

Czy można chcieć więcej. Cała seria ze sobą współgra i się uzupełnia. Jestem pozytywnie zaskoczona. Z pewnością gdy wykończę opakowania dokonam zakupu tym bardziej, że cena tych produktów nie jest wygórowana ok. 16-18 zł.


Bardzo dziękuję firmie za możliwość testu co nie wpłynęło na moją opinię.



2017/09/30

0321 zmiany zmiany zmiany



Kilka miesięcy temu napisałam post a w nim zapierałam się, że ślubu nigdy nie będzie. Bo przecież po co ten papierek mi do szczęścia? Do niczego. Przekonałam się jednak jak jego brak utrudnia życie.

W urzędzie czy szpitalu nie udzielą ci informacji, bo przecież narzeczony to nie rodzina. Słyszą nazwisko dziecka i od razu z automatu zakładają, że ja noszę to samo. Wkurza mnie to tak bardzo, że decyzja w końcu zapadła. BIERZEMY ŚLUB. Skromny, bez weselnych ceregieli. Najbliższa rodzina i kilkoro znajomych. Chcę raz na zawsze zapomnieć o temacie;)

Suknia ślubna typu księżniczka zupełnie nie jest dla mnie. Wydatek rzędu kilku tysięcy to marnotrastwo kasy. Stąd też zdecydowałam się na zakup bardzo skromnej i prostej sukienki na ZALANDO. Koszt to 1/10 klasycznej sukienki. Buty od Bóg wie kogo? Po co? Skoro i tak szpilek nie noszę wcale. Dlatego znalazłam piękne klasyczne szpilki w kolorze złotym. Może jeszcze kiedyś je użyję i tym bardziej, że złote szpilki są praktyczniejsze niż białe. Welon?? Po co mi to skoro i tak wesela nie ma i rzucać nim nie będę. Skromność i prostota.

No i co słowo się wypowiedziało poszło w świat. Goście zaproszeni kiecka gotowa, fryzjer i inne duperele załatwione. Pan młody mój wybrany gotowy. Odwrotu już nie ma. Przymiarka obrączek była i nawet nienajgorzej się z nią czuję na palcu.

A czy to jedyne zmiany? Nie. Postanowiliśmy na nową drogę zamienić nasze dotychczasowe małe mieszkanko w centrum miasta na domek na wsi. Ktoś powie, że oszaleliśmy. Wiele osób nam to odradza. A my wiemy swoje. Nie straszna nam wieś, odległość od miasta, nawet mój brak prawa jazdy. Chcemy w końcu ciszy i spokoju po tak wielu latach mieszkania w mieście wśród spalin. Pierwsze wizyty na posesjach wiejskich już były. Pierwsze zarysy i plany kredytowe też. Śmieje się, że może wigilia będzie u mnie w nowym domu z nowym starym mężem. Taka duża rodzina wigilia.

Kto wie może moje plany się zrealizują.

A u was też jakieś zmiany??


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka