2016/07/18

0259 dziecko zmienia wszystko



No i stało się. Mój szkrab, na którego czekałam 9 miesięcy nosząc go w brzuchu wreszcie przyszedł na świat.
Termin miałam na 5 lipca. Cały dzień czekałam czy coś się zadzieje, ale zupełnie nic. Zero skurczy, bóli. Następnego dnia było podobnie. Myślałam nawet, że chyba skierowanie, które dostałam od lekarza na wypadek porodu 7 dni po terminie się przyda. Wieczorem 6 lipca mój mężczyzna spojrzał na mnie i stwierdził, że wyglądam jakoś tak inaczej niż zwykle. Składaliśmy jeszcze wózek kupiony na allegro, ale czułam się w miarę normalnie. Ok. 2 w nocy poczułam bóle porównywalne do miesiączki. O 3 w nocy były już silne, aż mnie wykręcało. Zdałam sobie sprawę, że chyba to już:) Podniosłam się z łóżka i po nogach zaczęło mi coś cieknąć. Zesikałam się?? Nie! odeszły mi wody!!

Wtedy byłam już pewna, że moja niunia pcha się na ten świat. W szpitalu byliśmy w przeciągu pół godziny. Szybko zawołano położną i zabrano mnie na oddział. A tam doznałam szoku. BIUROKRACJA nie zna granic. Nie ważne, że je cierpię, ledwo siedzę, leje mi się po nogach, a ból momentami jest nie do wytrzymania. Najważniejsze są idiotyczne pytania typu "Czy na stałe przebywam w Polsce?" i te, które mogą poczekać te kilka godzin chociażby jak nazwa przychodni, którą wybrałam. Przecież ja im tam do diabła nie ucieknę z tej porodówki!! Owszem przed porodem muszą wiedzieć jaką mam grupę krwi, zobaczyć kartę ciąży i badania z jej okresu, to jest dla mnie zrozumiałe. Muszę podpisać zgodę na nacięcie, na podanie leków, na wypadek gdyby były powikłania, to też rozumiem., ale czy wypełnianie 15 razy blankietów z moimi danymi i te zupełnie nieprzydatne przy porodzie pytania nie mogą poczekać, aż urodzę i przestanę wyć z bólu?

Bynajmniej, pomijając wszystko. Mama mówiła, że będzie bolała. I bolało jak jasna cholera. Mama też mówiła, że szybko się zapomina. Tydzień po patrząc na to maleństwo w łóżeczku nie pamiętam już ani jednego skurczu. Dało mi w kość. Poród nie obył się bez nacięcia niestety. Pojawiły się komplikacje, ale nie na tyle poważne by panikować. Generalnie w rozmowie z położną określono mój poród jako ciężki. Pocieszam się, że skoro go przeżyłam, to kolejny będzie lżejszy.

Wszytko trwało ok 7 godzin licząc od momentu odejścia wód. Jak na pierwszy poród podobno w miarę szybko. Bywają porody kilkunastogodzinne. Zastanawiałam się, czy faktycznie krzyczy się tak jak na filmach pokazują. Mamuśki wiedzą o czym mówię, a przyszłe mamy niech uwierzą, wrzeszczy się jak diabli. Krzyk rozładowuje napięcie. Mnie trochę to pomagało. Pomógł mi odrobinę również gaz rozweselający, choć początkowo było mi po nim bardzo niedobrze. I jak chyba większość rodzących gadałam takie głupoty, że położne miały ze mnie ubaw po pachy. Pamiętam, że błagałam o cesarkę i znieczulenie, żeby nie zabiły, bo już nie mam siły i jeszcze parę innych ciekawych rzeczy. Generalnie ból był ta silny, że miałam ochotę wstać chwycić skalpel i sama zrobić sobie cesarkę.

Nieocenione okazało się wsparcie mojego partnera, który był przy mnie od początku do końca. Trzymał mnie za rękę, podawał wodę, robił zimne okłady. Cały czas mnie wspierał, powtarzał, że jestem twarda i dam radę. Nie spał prawie dwie doby, był na każde zawołanie. Bez niego z pewnością byłoby mi trudniej. Jestem za to wsparcie mu cholernie wdzięczna i będę do końca życia. I byłam niesamowicie wzruszona, jak zobaczyłam go trzymającego naszą córkę na rękach i jego szkliste oczy od łez. Tego nie da się opisać.

Sama gdy nagle wyciągnięto ze mnie ponad trzykilogramowe dziecko całe sine, umaziane wydzielinami i położono mi na brzuchu rozpłakałam się momentalnie. Ból zniknął natychmiast, nic nie było ważniejsze od tego szkraba. Chwila bezcenna, podobnie gdy mój partner przecinał pępowinę. Emocje w takich chwilach biorą górę nad wszystkim.

Od czterech dni jesteśmy w domu. Gdy patrzę na tego malucha, gdy trzymam ją na rękach chwilami nie mogę uwierzyć, że ona jest moja. Cudna, kochana, mała kruszyna. Nie ważne, że kopała mnie mocno w ciąży i dawała popalić różnymi dolegliwościami. Nie ważne, że ból przy porodzie był kosmiczny. Nie ważne, że płacze, chwilami wyje, a ja nie mogę odpocząć, przespać się. Jej widok wynagradza wszystko. Jej widok zmienił we mnie wszystko.

Tak więc kochane mamuśki dołączyła do waszego grona kolejna:)

Buziaki.

27 komentarzy :

  1. Gratuluję kochana... :) Dokładnie dziecko zmienia wszystko, ale to jest cudowne, ja już nie mogę się doczekać kiedy zobaczę swoja kruszynkę. Boję się porodu a raczej tego, że nie dam rady, zemdleję, itp. ale jakoś trzeba dać radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie dobrze też się bałam i choć bolało jak diabli dałam radę, ty też dasz

      Usuń
  2. Gratuluje :) Ja mialam cesarke, bo dzidzia sie nie przekrecila. Wiec mnie bolalo dopiero po porodzie. Ale to bylo 5 lat temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj słyszałam, że po cesarce też nie jest różowo

      Usuń
  3. Serdeczne gratulacje! Prawie się popłakałam czytając to, my też już prawie na wylocie.
    Ps, nie proponowali ci znieczulenia w kręgosłup? ja też na pewno będę błagać o znieczulenie i cesarkę. Mam nadzieję, że pójdzie gładko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim szpitalu nie ma znieczuleń, bo nie ma anestezjologa na etacie podobno:)

      Usuń
  4. Super, że kruszynka urodziła się cała i co najważniejsze - zdrowia. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje! Właśnie ostatnio się nad tym zastanawiałam czy Ty już urodziłaś czy jeszcze nie ;-) Mnie czekają takie przeżycia za jakieś 2 miesiące ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję Kochana,tak dziecko wszystko zmienia,pamiętam te czasy kiedy moje przyszły na świat,dużo zdrowia dla Was i wytrwałości po nieprzespanych nocach dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, ta wytrwałość się przyda

      Usuń
  7. Gartkii ;* ja narazie nie planuje, nie wyobrażam sobie tego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. GRATULUJĘ!!! :-) I witam po tej drugiej stronie ;-))

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana gratulacje ! Duzo zdrowka dla waszej pociechy :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. O jak fajnie gratuluję :) To musiało być przeżycie ! :) Ale dobrze, że wszystko dobrze się skończyło i maleństwo jest na świecie, zdrowe :)
    Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to dla mnie motywacja do dalszego pisania.
Cieszę się, że jesteście ze mną.
Nie bawię się we wspólną obserwację, obserwuję tylko blogi, które mi się podobają.
Dla mnie nie liczy się ilość a jakość:)
aha i nie spamujcie, zawsze staram się czytać wszystkich, którzy mnie odwiedzają.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka