2017/08/07

0309 jestem mamą już rok i....

....i czas na jakieś podsumowanie tego czasu. Pisałam post gdy Natala skończyła 8 miesięcy. Nie było w nim ochów i achów. Tu też nie będzie. Wiele dziewczyn z pewnością mnie skrytykuje, wiele mam z pewnością napisze, że nie zasłużyłam na taki dar jakim jest dziecko. Dlaczego? Bo nie uważam się za dobrą matkę. 

Gdy rozmawialiśmy z partnerem o założeniu rodziny oboje tego chcieliśmy. Serio ja też. Gdy już byłam w ciąży z wypiekami na twarzy kupowałam gadżety, ubranka. Ile radości było gdy dowiedzieliśmy się, że będzie dziewczynka. Teściowa szalała z radości, bo sama urodziła dwóch chłopaków i siotry nie miała. Dziewczynka w rodzinie to było dla niej coś. Cieszyłam się serio. 

Poród był trudny i bardzk bolesny choć 7 godzin na pierworódke to podobno ekspres. Od wszystkich słuszałam, że łatwo nie będzie, ale, że na poczatku niemowlak tylko je i śpi. U mnie ten czar prysł pierwszego dnia. Nie było spania ani bezproblemowego jedzenia. Oboje chodziliśmy z partnerem przez 7 miesięcy jak zombi. Sen 3-4 godziny na dobe. Pobódki i noszenie co 20-30 minut. Częste bóle brzucha i kolki. W 3 miesiącu kryzys wózkowy. Zerowe zainteresowanie grzechotkami i innymi zabawkami. Ugotowanie obiadu czy posprzątanie graniczyło z cudem. 

Lekarz na wizycie mówił, że przejdzie, minie 6 miesięcy i dziecko jest inne. Minęło a lepiej wcale nie było. Nadal płacz i średnie zainteresowanie zabawkami. Zaczęłam za to zastanawiać się nad sobą. Zero czasu dla siebie, zero satysfakcji i przyjemności z bycia mamą. Nawet chwile uśmiechu i pogodnej buzi mnie nie cieszyły. Byłam ciągle zdenerwowana, zmęczona, brakowało mi sił. Najgorsze, że wsparcie bliskich niby było, ale wcale go nie czułam. Partner 12 godzin w pracy. Babcie pracujące. Jedynie w weekendy była chwila oddechu. 

I tak jest do dziś. Mała raczkuje po całym domu. Średnio się bawi. Nie wiele rzeczy ją interesuje. W dzień nie śpi wcale. W nocy kilka kilkanaście razy trzeba wstawać. Od mamy usłyszałam nie raz, że takiego szoguna nie widziała i podziwia mnie za cierpliwość. Tyle tylko, że ja jej nie mam. Ciągle chodzę nabuzowana bez tabletek na uspokojenie i kubka melisy nie funkcjonuje. Wizualnie nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Z partnerem kłócimy się non stop o wszystko. A mnie brak już sił ze zmęczenia psychicznego i fizycznego. Mam czasami ochotę wstać i wyjść. Tak po prostu zamknąć za sobą drzwi. 

3 komentarze :

  1. Ja Ciebie podziwiam i też rozumiem. Moje dziecko też jest bardzo absorbujące, mąż w pracy, babcie poza zasięgiem. Syn, Dziś np. wstał o 6 rano, a poszedł spać o 22 , w tym o 23 mieliśmy pobudke i wrzask, nie wiadomo dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż - ja Cię nie zlinczuję... bo chociaż mam łatwiej i mnie moja córcia nie doświadcza aż tak bardzo jak Twoja Ciebie to i tak czasem mam jej dość i też najchętniej wyszłabym z domu i zamknęła za sobą drzwi na klucz! Myślę, że każda młoda mama ma chwile zwątpienia, ale potrzebujemy siły aby to przetrwać. Życzę Ci właśnie tej siły i cierpliwości!

    OdpowiedzUsuń
  3. macierzyństwo jest trudne dlatego ja nie zamierzam mieć dzieci. nigdy ich nie chciałam mieć. może nadjedzie taki moment, że wszystko w głowie mi się poprzestawia ale póki co mam 30 lat i jestem zajęta sobą.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to dla mnie motywacja do dalszego pisania.
Cieszę się, że jesteście ze mną.
Nie bawię się we wspólną obserwację, obserwuję tylko blogi, które mi się podobają.
Dla mnie nie liczy się ilość a jakość:)
aha i nie spamujcie, zawsze staram się czytać wszystkich, którzy mnie odwiedzają.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka