2015/05/06

0134 gdzie i jak Ruda kupuje swoje ubranka czyli Polak orze jak może



Dziś dla odmiany post ciuchowo osobisty. Chciałabym się z wami podzielić kilkoma informacjami o mnie, które bezpośrednio dotyczą mody. Jeśli kogoś interesuje taki post zapraszam do czytania. 


Otóż zacznę o tego, że nie jestem wielką fanką trendów i nie śledzę portali niczym wyroczni. Owszem jak każda kobieta przeglądam portale urodowo modowe, czytam pudelka i przynajmniej raz na kwartał wertuję jakiś magazyn typu avanti. Jednakże nie jestem ślepo w modę zapatrzona i nie wymieniam co sezon całej garderoby, bo mój budżet by oszalał a bezdomni nie nadążali by w handlu moimi ubraniami a poprzedniego sezonu. Lubię się inspirować, dodawać elementy, dodatki, ewentualnie zakupić 1-2 sztuki czegoś wpisującego się trendy łącząc to z rzeczami, które w szafie mam. 

Jeśli śledzicie mojego bloga to wiecie, że jestem przede wszystkim fanką sukienek i lumpeksów. Dlaczego? Po pierwsze nigdy nie miałam figury modelki. Zawsze towarzyszyły mi mniej lub bardziej zaokrąglone biodra i lekko wystający brzuszek. W spodniach i bluzce nigdy nie czułam się komfortowo, bo tu czy tam zawsze coś mi wystawało. Po drugie sukienki to dla mnie esencja kobiecości, podobnie jak szpilki, których nosić nie mogę ze względu na swoje koślawe stopy. Każda kobieta ta która wygląda jak szkielet i ta, która ma 50 kg nadwagi w sukience odpowiednio dla siebie dobranej będzie wyglądać dobrze. Sukienka podkreśli nogi, ukryje brzuszek i biodra (oczywiście zależy od fasonu) i w drugą stronę podkreśli piękne zgrabne kształty. Po trzecie od liceum mam problemy z korzonkami. Mama zawsze mnie ścigała za podkoszulki. Co kilka miesięcy miałam chore korzonki, nie mogłam się normalnie zgiąć i zawsze kończyło się zastrzykami w tyłek. Sukienka zakrywa mi obszar korzonkowy, przez co unikam noszenia znienawidzonych podkoszulek. A jak to jest z lumpkami? Zawsze się ich wstydziłam, kojarzyły mi się ze szmatami i ciuchami dla ludzi żyjących na granicy nędzy. Serio. Będąc jeszcze w ogólniaku (czyli jakieś 10 lat temu), lumpki w mojej okolicy w asortymencie miały stare niemodne łachy z czasów prehistorycznych.Nic dziwnego, że mnie tam nie ciągnęło. Jednakże zaraz na początku studiów poznałam dziewczynę, której strój zawsze mi się podobał. Wyglądała zawsze ciekawie, modnie, a zarazem oryginalnie nie kopiując manekinów z H&M. Kiedyś wprost zapytałam gdzie się ubiera, no i wtedy padło słowo lumpeks. Opowiedziała mi jak szuka ubrań, jakie ma "strategie" jak je łączy i przerabia. Spodobało mi się to do tego stopnia, że sama stałam się takim łowcą. 



Pracuję. Moja pensja nie jest zawrotna, bo 1 z przodu jest. Dlatego też jak widzę i słyszę, że ktoś kupuje byty za 1500 zł czy torebkę za 1000 zł, nie mówiąc już o totalnych hardkorach pod tytułem 7-10 tys. ciary mnie obchodzą po całym ciele. Nie wyobrażam sobie wydać 1/3 wypłaty na kieckę tylko dlatego, że to najmodniejszy model z Zary czy też całej pensji na jedną parę butów. Owszem bogatemu nikt nie zabroni i jeśli kogoś stać to proszę bardzo. Przechadzając się jakąkolwiek wrocławską galerią w oczy rażą mnie ceny. No bo co w sobie ma ta sukienka marki X, że kosztuje np. 850 zł i czym się różni od kiecki z Mohito za 89 zł? Wiadomo, że płacimy za markę, projektanta, marżę sklepu i milion innych rzeczy. Jednak mnie wykształconej a zarazem prostej dziewczynie nie łatwo to pojąć. 

Odbiegłam trochę o tematu, więc wracam na właściwy tor. Mimo, iż pracuję i mój partner też to nie wydaję tysięcy na markowe ciuchy, a w mojej szafie i tak wiszą kiecki z Zary, H&M, Mohito, New Looka, Top Shopu czy nawet od Prady. Wszystko to kupuję za grosze w lumpie. I wyznaję jedną zasadę- nie musi być modnie, musi mnie się podobać. Czasami na przekór modzie, która trąbi wszem i wobec o modnych groszkach, ja ubieram koszule w kratę. Po prostu mam swój styl, swoje ulubione kolory i wzory, w których czuję się dobrze i pewnie. Nie lubię wyglądać jak manekin, nie lubię wyglądać jak klon z sieciówki. Rzadko kupuję ubrania bezpośrednio tam, jeśli już to sieciówkowe w lumpeksie. I szczerze mówiąc w nosie mam to czy ta kiecka jest z ostatniej kolekcji czy wisiała na wieszakach 5 lat temu. Dla mnie liczy się kolor, wzór, materiał krój, a nie metka. Gdybyście otworzyły moją szafę 80% jej zawartości to sukienki- kolorowe, jednolite i wzorzyste, letnie i grube wełniane idealne na zimę. Sukienki zdominowały całą moją garderobę i mój styl. W pozostałych 20% są spódnice, koszule, t-shirty, marynarki, getry i swetry. Zauważyłyście coś? Tak w mojej szafie nie ma spodni! Ani jednej pary spodni poza szortami do spania.





Niedawno jednak odkryłam pewien sklep z innego punktu widzenia. Mam na myśli Pepco, które do tej pory odwiedzałam tylko w kontekście gadżetów do domu. Otóż ubrania wydawały mi się tam zawsze chińskie, tandetnej jakości i drogie jak na swoją beznadziejną jakość. Jednakże któregoś dnia poświęciłam trochę czasu, żeby przejrzeć ich asortyment bliżej. Okazało się, że jakościowo ubrania nie są złe, owszem niektóre zdarzają się ścierkowate, ale w większości są przyzwoitej i dobrej jakości (mam na myśli przyzwoity materiał, obszycie równe, nie prujące się z każdej strony). Ceny okazały się znośne dla mojego oka, bo 19,90 za ciekawą bluzeczkę i 39,90 za fajną sukienkę to dla mnie do zniesienia. Mimo to często czekam na promocje, żeby kupić coś jeszcze taniej. Ktoś zaraz powie- a co ty taka sknera, że sobie nie kupisz ciucha w normalnym sieciówkowym sklepie? Otóż jeśli ktoś ma 100 zł  czy 200 zł kieszonkowego na swoje przyjemności i matka z ojcem dają jeść i dach nad głową to zazdroszczę. My owszem mamy dwie pensje, ale opłaty z kredytem hipotecznym wynoszą całą jedną pensję i odrobinę drugiej. Byłabym straszną egoistką gdybym wydała sobie 100 zł na buty, a potem przez tydzień robiła placki ziemniaczane na obiad, bo butów raczej bym do zjedzenia nie podała. Niestety trzeba sobie jakoś radzić. Nie narzekam i nie użalam się nad sobą. Wręcz jestem dumna, że udaje mi się wyglądać dobrze, za małe pieniądze.





Moja mama często mi truje kup sobie jedną porządną rzecz, będziesz miała ją na lata, jednak czy to oznacza, że musi być ona z Zary i kosztować pół mojej pensji? Dla mnie drogie wcale nie znaczy lepsze. Tani ciuch też może mi posłużyć na lata, a przykładów w szafie mam mnóstwo. Ciuch z lumpa nie jest towarem gorszym od ciucha z galerii. Mało tego to przecież ten sam łach, tylko kilka lat później na innym wieszaku przechodzony przez kilka osób albo zupełnie jakby wyjęty z wystawy . Nie mam parcia na papierowe szeleszczące wszędzie torby Stradivariusa czy Bershki. Mam swoją szmacianą torbę, do której ładuje moje skarby, moje kolejne sukienki po 2 zł:) I wiecie co dobrze mi z tym cholernie. Za zaoszczędzone pieniądze wolę wsiąść w samolot i polecieć na wakacje w miejsce, gdzie nie byłam, bo tych wspomnień nie zabierze mi nikt.

Możecie skrytykować ten post, mój sukienkowy styl, moje lumpeksowe sknerstwo i popieranie chłamu z Pepco. Nie robię im płatnej reklamy.Piszę od serca.

Czekam na wasz odzew



Ps. Zapraszam was na mój drugi blog bardziej felietonowy i poradnikowy, wystarczy kliknąć na zdjęcie:)


62 komentarze :

  1. Ubieram się jedynie w lumpeksach tak naprawdę i to w sumie niekoniecznie ze względów cenowych. Znaczy, no dobra, cena odgrywa dużą rolę, ale chodzi także o jakość. Niestety do Polski trafiają same szmaty - inaczej nie mogę nazwać tych "ubrań" z H&M czy C&A, które i tak za granicą uważane są za sklepy z odzieżą dla najbiedniejszych. Dwa prania i po koszulce, spodnie za stówę wytrzymują raptem dwa do trzech miesięcy. Śmiech na sali. Jeśli chce się je zachować na dłużej, to trzeba o nie niesamowicie dbać i traktować jak jajko.

    Idę do lumpeksu i te same ubrania mają o wiele wyższą jakość. Jednak nawet nie patrzę na nie tak naprawdę, bo mogę dostać np. spodnie C&K za dyszkę w idealnym stanie. W tym przypadku jakość jest o wiele wyższa i nawet jakby miały mnie kosztować 50 zł to bym kupił. Lumpeksy właśnie o dziwo wygrywają jakością z sieciówkami - przynajmniej tymi "na kieszeń przeciętnego Polaka" - a bardzo niska cena to ogromny bonus zakupów. Niby używane ubrania, a ciężko je nazwać szmatami, w przeciwieństwie do asortymentu większości sklepów w polskich centrach handlowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Kiedys pisałam o tym jak kilka lat lemu znalazłam w SH bluzkę, która aktualnie wisiała w H&Mach. Różnica w cenie blisko 50 zł w jakości materiału niebotyczna. Ta z SH dużo porządniejsza grubsza bawełna ta z galerii gówno na dwa prania. Cena robi różnicę, ale jakość zdecydowanie większą. Szczera prawda. Polacy sie zachwycają też np. Primarkiem a angole uważają ten sklep za badziew. Tak to już jest

      Usuń
  2. Mnie się bardzo podoba twoje podejście, sama lubię chodzić na polowania do lumpka opatrzyć co ciekawego akurat mają i zawsze znajduje coś ładnego i markowego, więc się nie przejmuje wolę kupić kilka rzeczy z których jestem zadowolona w cenie tzw. "jednej na lata" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez wole miec duzo tanszych niz jedna drozsza. Przeciez na cyckach nie mam wypisanej ceny:)

      Usuń
  3. Zauważyłam, że przynajmniej w mojej okolicy w lumpeksach nie ubierzesz się cała za nawet 20 złoty, ba, za 20 złoty kupisz sweterek/koszulkę, kiedyś było taniej w sklepach tego typu, teraz ceny są bardziej zbliżone, a jeśli kupujemy podczas tańszych dni, to większość jest przebrana, ale i tak lubię zaglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas sa takie gdzie z każdym dniem jest taniej. A to % albo kwotowo. Ja zawsze chodze jak jest po 5-3-2 zł. Nie dam za uzywany ciuch wiecej niz dyche no chyba ze to cos mega. Fakt przebrane jest bardzo ale i tak znajduje cuda

      Usuń
  4. U nas w tygodniu jest otwarty jeden lumpeks w ktorym wszystko jest za DAARMO! Mam sukienki Zary reserved z H&M stamtad i nie narzekam :) Tez nie wydaje kokoswo na ciuchy mam inne wydatki i lumpeksy omijalam bo 'wstyd' teraz chodze co poatek a szafy sie nie zamykaja ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lumpeksy sa genialne. Uwielbiam w nich buszowac choc chlop sie ze mnie smieje

      Usuń
  5. Ja też ubieram się głównie w lumpkach, i ahh, jaka jestem z siebie dumna, gdy upoluję za grosze jakiś markowy ciuszek ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja mam pol na pol, lubie pojsc do drozszego sklepu i kupic cos porzadnego. czesto sa tez fajne promocje np na koszulki, koszule- nie sa takie drogie a jednak są nowe :) na torebkach tez nie oszczedzam, bez przesady nie wydalabym 1000zl, ale mam np kilka z mohito, kosztowaly w okolicach 150 i wcale nie zaluje ich zakupu bo są piekne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo 150 zl to jeszcze nie tragedia. Ale dac 8000 za torebke tylko dlatego ze to Channel to przesada

      Usuń
  7. Oj ja też nie wyobrażam sobie wydawać kilku stów miesięcznie na ciuchy, dodatki itp. :) Czasem sobie pozwolę na zakup w sieciówce, a czasem kupuję w lumpeksie, mam kilkanaście perełek, pięknych ubrań, niektóre były kupione nawet nowe z metkami. Nie widzę w tym nic złego ani powodu do wstydu. W Pepco zauważyłam, że w ostatnim roku poprawił się znacznie dział z ubraniami, ale osobiście nic jeszcze tam nie kupowałam, ostatnio widziałam fajne spodnie w kwiaty, które niczym nie odbiegały od spodni z H&M czy innych sieciowych sklepów, wrócę je przymierzyć w tym tygodniu. Nie ważne ZA ILE człowiek ma na sobie ciuchów itp, ważne że dobrze się w tym czuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa. Ja na metki nie patrzę a na kolor i fason. Metki i tak nie widac

      Usuń
  8. Też kupuję ubrania w Pepco, Szachownicy i TXM :) Najulubieńszą bluzkę mam z lumpeksu. Sukienki to głównie Szachownica ;) Spodnie - Textil Market. W tym ostatnim obkupiłam się w marynarki z Primarka (29 zł sztuka) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niech mi ktos powie, ze to nie fajna sprawa

      Usuń
  9. Nie mam szczęścia do lumpeksów niestety. Trafiam na same poplamione i zmechacone szmaty :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Od czasu do czasu też kupię coś w Pepco, w najnowszej gazetce znalazłam kilka fajnych ciuszków, muszę sprawdzić na żywo jak z jakością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czekam na przeceny z pewnoscia sie obkupie

      Usuń
  11. Ja również jestem oszczędna w kwestii kupowania ubrań. Zastanowię się pięć razy, zanim coś kupię.

    OdpowiedzUsuń
  12. ciekawy post, też kierują się zasadą, że dany ciuch musi mi się najpierw spodobać i lubię zakupy w Pepco - czasem coś fajnego można tam znaleźć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co z tego ze modny jak sama sobie sie nie podobasz. Dla mnie to najwazniejsze

      Usuń
  13. Ja często chodzę do Pepco i jestem zadowolona z większości rzeczy jakich stamtąd mam :) Do sh planuję iść w następnym tyg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pepco to bardzo fajny sklep bardzo go lubie

      Usuń
  14. Masz bardzo mądre podejście do kwestii zakupów i mody. Mam podobnie, nie podążam ślepo za modą, kupuję to co mi się podoba, w czym dobrze się czuję i co mi pasuje.
    Ciuchy kupuję w różnych miejscach. Do SH nie mam szczęścia, w Gdańsku w mojej okolicy przeważnie są same fatalne ciuchy :(
    Podczas studiów dorabiałam sobie pracując w lumpku :) ciuchy były fajne, ale właścicielka ceny dawała czasem zaporowe - co jak co ale za używany ciuch np jakąś bluzkę nie dam 30 zł...bo na wyprzedażach kupię nowe ubranie jeszcze taniej.
    Co do zakupów w galeriach to faktycznie przeważnie tam kupuję, ale praktycznie tylko podczas wyprzedaży. Np. na spodnie staram się nie wydawać wiecej niż 50-60 zł, cale np. mam wiele spodni które kupiłam po 20 zł :) jakieś zwykłe t-shirty to max 20 zł, także mimo, że kupuję dużo w "firmowych" sklepach to nie wydaję na to dużych pieniędzy bo mi poprostu szkoda bo to przeważnie nie są dobre jakościowo ubrania.
    Zawsze zazdroszczę koleżance która jak jedzie do rodziców w okolice Iławy to tam w lempeksach nakupuje takich perełek, że szczena mi opada! U mnie nigdy nie spotkałam się z takim cudeńkami :( Nie oszukujmy się ale co lepsze kąski to pracownicy SH sobie biorą.
    Pomimo, że w SH nie buszuję to poprostu kocham chodzić na rynek który mam na swoim osiedlu - tam w niedziele jest pełno "ciuchów" - nowe, używane, przywożone z zagranicy, tylko wybierać i kupować :) taki SH tylko, że na dworzu :) Ostatnio kupiłam nową sukienkę za 50zł a mój narzeczony jak ją zobaczył to był przekonany, że kupiłam ją w galerii za conajmniej 300 zł :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no widzisz pozornie tani ciuch moze wygladac na drogi. U nas w okolicy tez jest taki targ ale ostatnio same chinskie szmaty. Ja SH uwielbiam za niskie ceny i dobre jakosciowo ciuchy. Na wyprzedazach w swoim zyciu kupilam doslownie kilka rzeczy. I chyba nigdy nie kupilabym nic w cenie regularnej. Szkoda mi kasy

      Usuń
  15. Ja lubię ciuchlandy i choć stać by mnie było na te Stradivariusy od czasu do czasu, to kupuję tam rzadko, a dlaczego? Lumpeksy teraz często mają ciuchy niezniszczone i nie wyglądają one przedpotopowo, do tego często jakość tkanin przewyższa te z polskich sklepów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ta jakoscia to prawda. Wielokrotnie sie o tym przekonałam.

      Usuń
  16. ja Pepco wielbię:) mam od nich mnóstwo rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez uwielbiam. Czekam na przecene sukienek:)

      Usuń
  17. No ja sobie nie wyobrażam nie nosić spodni ;-)
    ale zgadzam sięz Tobą, są lumpki gdzie są na prawdę ładne i porządne rzeczy i można znaleźć coś dla siebie, ale potrzeba szukać
    to podstawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja nie wyobrazam sobie spodni na moim tylku. Nie lubie. A lumpki uwielbiam chcialabym miec wlasny

      Usuń
  18. Ceny ubrań z sieciówek są bardzo zawyżone, biorąc pod uwagę niską jakość tych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  19. W Pepco też kupuję, czasem do lumpeksu zajrzę - kiedyś namiętnie kupowałam tam ale zauważyłam że rzadko później to noszę więc teraz kupuję jak naprawdę cos mi sie spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mnie sie smieja bo jak handlara wychodze z lumpa obladowna

      Usuń
    2. :D U nas wychodzą kobity z pełnymi torbami, bo później na targu sprzedają

      Usuń
    3. Wiem wielokrotnie widziałam

      Usuń
  20. Bardzo fajny post, aczkolwiek z drogimi rzeczami jest tak ze apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeśli kogoś stać to sobie kupi droższa rzecz. Sama mam droższe i tańsze ciuchy, bardzo lubię lumpki, mam mnóstwo rzeczy tam kupionych. Co do sieciowek to zależy na jaką serię się trafi, można dostać sukienki w h&m za 59 zł, mam ich kilka, to samo tyczy się new yorkera, ostatnio kupiłam kiecke za 39 i wcale nie była na wyprzedaży. Moim zdaniem ciuchy i tak nie wytrzymają kilku lat, chyba że są bardzo dobrej jakości więc wolę inwestować w buty bądź torebki, akcesoria ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat hm ma najgorsze jakosciowo lachy. Z new yorkara lubie ciuchy mam kilka rzeczy. Pewnie jak kogos stac to czemu nie. Ja tam oszczedna jestem

      Usuń
  21. Zgadzam się z Tobą w 100%, osobiście rzadko bywam w lumpeksach bo zazwyczaj nie mogę nic ciekawego znaleźć, ale za to często kupuję w internetowych lumpeksach czy też stronach gdzie inne osoby sprzedają bądź wymieniają się. Mimo, że jestem młodą osobą bo mam dopiero 18 lat i nie będę ukrywać nadal na utrzymaniu rodziców, to w wakacje staram się sobie dorobić do kieszonkowego aby później dołożyć na jakiś wyjazd czy na coś o czym od jakiegoś czasu marzyłam. Nie rozumiem tych osób dla których najważniejsze jest aby wyglądać modnie, a nie to żeby się w czymś dobrze czuć i żeby odzwierciedlało nasz styl, nigdy nie patrzyłam na metki i nie miałam na nie parcia. Dla mnie liczy się wygoda i aby ubiór odzwierciedlał mój styl czy nawet obecny nastrój. Dlatego tak samo jak i Tobie jest mi obojętne czy dana rzecz była modna rok czy nawet 5 lat temu. Najważniejsze, żeby się w czymś dobrze czuć. Aczkolwiek jak ktoś chce to niech kupuje wszystko z najnowszych kolekcji mi nic do tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Ja na mode nie patrze dla mnie liczy sie wygoda i to że mnie się to podoba. No i staram sie zawsze oszczedzac

      Usuń
  22. ja kiedyś kupowałam tylko z lumpkach, a ostatnio się coś z nimi zepsuło i nic tam nie ma :( kupuje w sieciówkach, w H&M, w Olice, często też w House czy Croppie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas lumpki trzymaja poziom towaru i ceny

      Usuń
  23. Nigdy nie lubiłam kupować drogich ciuchów i po prostu tego nie robię, uważam że nie są warte ciężko zarobionych pieniędzy. Dlatego zawsze coś taniej upoluję a i do SH zajrzę od czasu do czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że zupełnie nie warto

      Usuń
  24. Zwykle kupuję rzeczy w lumpeksach, oprócz gorsetów (ani razu nie spotkałam takiego na stalowych fiszbinach). Piorę, wysycha, prasuję i można nosić :)
    Ważne by się ubrać wygodnie a nie modnie

    OdpowiedzUsuń
  25. Zawsze z kolezanka w technikum chodzilysmy do lumpeksu i wychodzilysmy z pelnymi torbami. Rowniez nie wyobrazam sobie wydac np 100zl za spodnie, kiedy moge miec je za grosze w lumpeksie - no akurat na spodnie rzadko trafiam, ale udaje sie. Czasami tez czuje sie jak sknera, bo wole kupic wiecej za mniej niz jedna "porzadna rzecz";p. W dodatku jak raz pojechalam do berlina do primarka, to spodnie za 60zl wydaja mi sie juz drogie :p. Trafilam tam na promocje, bokserki za 1euro, spodnie po 6euro. A mnoostwo rzeczy z primarka trafia wlasnie do polskich lumpeksow :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez zrobilam sie straszna sknera odkad zaczelam chodzic na lumpy:)

      Usuń
  26. Ah, no i standardowo nie podazam za moda. Najwazniejsze jest to, bym dobrze sie czula. W mojej szafie tez mozna znalezc rzeczy "modne" pare lat temu :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie. Ja tez mam w szafie rzeczy sprzed kilku sezonow

      Usuń
  27. Doskonale cię rozumiem i w Pepco też wiele rzeczy kupuję...

    OdpowiedzUsuń
  28. Fajnie że napisałaś taki post. Podoba mi się Twoja szczerość. Kiedy się przegląda inne blogi to ich autorki piszą tylko o markowych sklepach, ewentualnie "lepszych sieciówkach" a nikt się nie przyzna że kupuje w lumpeksach. Ja też bardzo lubię zakupy w lumpie:), Chociaż teraz zupełnie nie mam na to czasu. A pepco kupuję ubrania dla dziecka, chociaż jakość nie jest super. Jakościowo dużo lepsze rzeczy są jednak w "ciucholandach"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi sie z jakoscia w pepco tragedii nie ma aczkolwiek zalezy na czym. Zawsze jestem szczera i pisze to co mysle. Nie ma sie co czaic z tymi lumpkami

      Usuń
  29. Czytajac twoj post mialam chwilami wrazenie, jak bys pisala o mnie. Zgadzam sie z toba w 100% szczegolnie z tym, ze kazdy ma nosic to, w czym dobrze wyglada, a nie to co modne. Jezeli masz ochote zapraszam do. Obejzenia moich zakupow z lmpesu www.szmateksowe-perelki.blogspot.com . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jest ktoś, kto myśli podobnie jak ja. Jestem bardzo oszczędna jeśli chodzi o ubrania

      Usuń

Każdy komentarz to dla mnie motywacja do dalszego pisania.
Cieszę się, że jesteście ze mną.
Nie bawię się we wspólną obserwację, obserwuję tylko blogi, które mi się podobają.
Dla mnie nie liczy się ilość a jakość:)
aha i nie spamujcie, zawsze staram się czytać wszystkich, którzy mnie odwiedzają.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka