2015/04/05

0122 micel z Biedronki hit czy kit?




Większość kobiet na tym świecie się maluje. Każda z tych malujących używa choćby tuszu do rzęs czy podkładu. Jak wiadomo po każdym dniu trzeba tą tapetę zmyć. Nie raz zdarzało mi się z nią zasnąć, ale potem i moja twarz cierpiała i moja poduszka. Do zmywania mamy wiele produktów na rynku. Mleczka, płyny dwufazowe, micelarne, chusteczki, szmatki z mikrofibry itd. Najpopularniejsze są jednak chyba płyny micelarne, gdyż są łatwo dostępne, większość w rozsądnych cenach i przeważnie radzą sobie z tym co do nich należy.




Dziś kilka słów o zapewne dobrze wszystkim znanym płynie, będącym wyrobem dyskontu Biedronka. Czy daję radę i czy dorównuje innym drogeryjnym micelom? 

W swoim życiu miałam 3 płyny micelarne. Pierwszy był z Ziaji- radził sobie całkiem nieźle i ładnie pachniał, cenowo też nie było tragedii. Micel z Garniera to dla mnie porażka. Drogi- ja kupiłam go za 17,99 w Rossmanie, szczypał mnie w oczy po kilku tygodniach użycia i strasznie śmierdział maścią z apteki. Może trafiłam na bubel i felerną serię, nie wiem i nie chcę wiedzieć- dla mnie to porażka, które też specjalnie nie radziła sobie z makijażem. 
Trzecim i ostatnim był micel z Biedronki. 5,99 to nie majątek, więc postanowiłam spróbować. 









Strasznie podoba mi się jego zamknięcie. Nie jest to zwykły klik a taki uchylny dziubek. Dzięki temu nie marnujemy produktu. Buteleczka jest poręczna i solidna. Po wylaniu na wacik, można poczuć delikatny zapach kosmetyczny, nie jest mocny. W przeciwieństwie do płynu Garniera ten płyn przynajmniej pachnie. Jeśli chodzi w walory techniczne- czy dobrze zmywa? Owszem. Zmywa makijaż przyzwoicie. Może nie jest jakiś mega doskonały, ale radzi sobie ze moimi kosmetykami bez problemu. Przez trzy tygodnie użycia raz zaszczypał mnie w oko, a to dlatego, że miałam zbyt mocno nasączony wacik i wlałam sobie go do oka. Wiem, że wiele dziewczyn skarżyło się na szczypanie, ja nie mam z tym problemu. Płyn jest wydajny. Używam go miesiąc, a putelka jeszcze nie opustoszała. Dostępny jest w każdej Biedronce za mniej niż 10 zł, co jest jego atutem. Nie wiem po co marnować pieniądze na droższe płyny, skoro ten jest dobry i tani. Ja przejechałam się na Garnierze i więcej nie kupię żadnej butelki. Szał na niego jest na wszystkich blogach, ale to nie jest płyn dla mnie, poza tym jest za drogi, mimo, iż można dostać do taniej w promocji. 

Dla mnie jest to dobry produkt w dobrej cenie i przy nim zostanę. 


Moja ocena:

10/10

- brak



Pozdrawiam was ciepło Ruda

2015/04/03

0121 2 lakiery Mariza z czego jeden lepszy od drugiego



Jakiś czas temu pisałam, że dostałam się do testów kosmetyków Mariza, które były ogłoszone na blogu by Carol. Ucieszyłam się tym bardziej, że firma Mariza jest mi obca w zasadzie do dziś. Wiedziałam o niej niewiele, ze słyszenia znałam, ale nic więcej. Dzięki kochanej by Carol miałam okazję przetestować kosmetyki Mariza, za co jestem jej bardzo wdzięczna.

Ale do rzeczy dziś dwa lakiery. Od razu was przepraszam za moje paznokcie nie są w zbyt dobrym stanie.













Lakier w pięknym czerwonym kolorze z drobinkami metalicznymi. Pięknie błyszczy się w słońcu. szybciutko schnie. Lakier bardzo dobrze kryje. Efekt, który widać na palcu to tylko jedna warstwa, co jest dużym plusem. Jeśli chodzi o trwałość, po pomalowaniu trzymał się 3 dni bez utwardzacza, po 3 dniach zaczął się ścierać. Jak dla mnie fajny okres trwałości, myślę, że gdybym nałożyła coś nawierzchniowego to by trzymał się dłużej

Oceniam go na 4+






Jedna warstwa


3 warstwy




I drugi lakier. Kolor w buteleczce piękny. Lubię takie. Coś w rodzaju piasku pustyni, metaliczny brąz, odbijający się lekko na złoto i na zielono. Lakier ma jedną znaczącą wadę- słabe krycie. Jak widać 1 warstwa jak w przypadku czerwonego to zdecydowanie za mało. Aby uzyskać pełne krycie musiałam nałożyć 3 warstwy. Lakier szybko schnie. Kolor jest bardzo ładny i głęboki. Piękny czekoladowy brąz z drobinkami. Trwałość podobna jak czerwonego 3 dni.

Oceniam go na 4


Podsumowując oba lakiery są śliczne, kolory piękne, szkoda tylko, że brązowy nie kryje lepiej. Jestem zadowolona z nich obu.


Dziękuję za możliwość przetestowania lakierów Mariza.



A na koniec informuję, że komentatorami marca zostają (tak w tym miesiącu dwie osoby)


Aggie eN oraz swiaturody


Dziewczyny proszę o adresy na kasdwaraz@gmail.com


Buziaki Ruda

2015/04/01

0120 reaguj na krzywdę dziecka



Zapraszam na kolejny post z cyklu:




Kiedyś o tej kwestii było głośno. Kilka lat temu przez media co chwilę przewijały się newsy, że dziecko pobite, skatowane, że umarło. Od niedawna scenariusz  zaczął się powtarzać. Kilka miesięcy temu całym krajem wstrząsnęła informacja, że wujek zgwałcił 8 miesięczną istotkę. Znów w mediach głośno o pobiciach maleńkich dzieci i ostatni przypadek, gdzie dwu latek zmarł. 

Ja się pytam- K***a co się dzieje?

Przepraszam za wulgaryzmy, ale jestem cała w nerwach . Sama nie jestem jeszcze matką, ale dziecko, jest dla mnie darem tym bardziej w czasach, gdzie wiele kobiet nie może zajść w ciążę. Nie ulega wątpliwości, że wiele tych ataków bestialstwa na bezbronne dzieci to działanie ojczymów lub konkubentów matek. Nie ulega wątpliwości, że w wielu przypadkach w czterech ścianach leje się alkohol, sypią się dragi, jest bieda  Mówią, że facetowi łatwiej jest podnieść rękę na nie swoje dziecko, gorzej, gdy to jego krew płynie w tej istotce. Kiedy słucham tych doniesień w telewizji, czytam w internecie, to cała się gotuję i zadaję sobie dwa kluczowe pytania:

Gdzie jest matka tego dziecka, któremu dzieje się tak straszna krzywda? Gdzie są ludzie z najbliższego otoczenia? Pomoc społeczna?

A przede wszystkim jak trzeba mieć nasrane we łbie, żeby krzywdzić dziecko często malutkie i bezbronne, które nie jest w stanie się samo obronić?

Przeraża mnie to, że te skatowane, zgwałcone dzieci są małe. Najczęściej mówi się o kilkulatkach w wieku przedszkolnym. Takie dziecko się samo nie obroni, nie odda. Najbliższe otoczenie nie widzi albo nie chce widzieć siniaków, słyszeć krzyku i płaczu. Lepiej się nie wtrącać, bo to nie moja sprawa. NIE!! Nie możemy tak myśleć! Dlaczego? Bo jeśli jesteśmy świadkiem takiej sytuacji i faktycznie później mam miejsce tragedia, to jesteśmy za nią współodpowiedzialni Bo gdybyśmy zareagowali na czas to maleństwo może by żyło. 

Uważam, że mały klaps nie jest niczym złym. Z dzieckiem trzeba przede wszystkim rozmawiać, uczyć, tłumaczyć, ale czasem mały, podkreślam mały klaps w pupę wpływa pozytywnie na dziecko. Ale ten klaps to nie katowanie gdzie popadnie i za co popadnie. Bo dziecko rozlało sok, ubrudziło dywan, połamało zabawkę. To jest powód, żeby bić do krwi i do utraty przytomności? Żaden powód nie jest powodem adekwatnym do takiego traktowania, a na pewno nie dziecka. Tak można traktować seryjnych morderców w więzieniach, a nie 3 letnie dziecko. 

Facet jest tylko facetem. Biologia jest biologią. Facetowi się chce. To jest normalne prawo natury. Wytłumaczcie mi jedno, jak można zgwałcić 8 miesięczną dziewczynkę? Dziewczynkę, która jest członkiem twojej rodziny. Dla mnie jest to kosmos nie do ogarnięcia. Przecież to dziecko jest tak delikatne, tak bezbronne, a jakiś napalony ciul wpycha tej kruszynce swojego gnata żeby się podniecić? Jezu to jest horror, którego nie ogarnę. Co ten gość musi mnie w tej czaszce? Z noworodkiem? Jak to dziecko musiało cierpieć, a jak będzie gdy dorośnie i się dowie, co wujek z nią robił. Wujek, który miał się opiekować i troszczyć. To jest ponad moje siły. 

Od zawsze słabszy był napiętnowany. I logiczne jest, że kilkuletnie dziecko w kontakcie z dorosłym nie ma szans. Pytam po co? Czy ten 2- latek, który zmarł niedawno w szpitalu miał na czole napisane WOREK TRENINGOWY? Koleś chciał się wyżyć mógł talerzami o ścianę rzucać, iść na siłownię. Gdzie była matka, sąsiedzi? Dlaczego nikt nie zareagował? Dlaczego kobieta, która wydała go na świat pozwoliła, żeby jakiś przydupas, który nawet nie jest jego ojcem lał go do nie przytomności? Czy wódka wyżarła jej rozum? A może bała się o własne życie?

Dla takich zwyrodnialców powinna być KARA ŚMIERCI! A zanim to powinni być przeorani przez cały tabun więźniów. Niech by poczuli jak to jest zostać zgwałconym. A potem krzesło elektryczne. Nie mam litości dla takich ludzi. Nie mam litości, dla drani, którzy maltretują dzieci. Może, gdyby były bardziej restrykcyjne kary coś by się zmieniło. Jednak nic się nie zmieni, jeśli my nie staniemy się bardziej wyczuleni i nie staniemy w obroni tych biednych istnień. Płakać i lamentować przed telewizorem potrafi każdy "ojej jakie biedne dziecko". A co zrobiliśmy, żeby mu pomóc?

Ktoś powie- mądra jesteś, łatwo się mówi. Wtrącę się i w łeb dostane. Nikt nie każde nam się bić z ojcem czy matką. Wystarczy podnieść słuchawkę, zadzwonić na policję, do mops-u zgłosić zajście, którego jesteśmy świadkiem. Można to zrobić anonimowo. I można uratować ludzkie życie. Miałam kiedyś taką sytuację....

Niedaleko mnie w jednej z klatek mieszkała patologiczna rodzinka. Alkohol, balanga. Gdy ja kupowałam chleb oni 8 piw. W tej melinie było dwoje małych dzieci. Wracając z pracy byłam świadkiem sytuacji, jak kilkuletni chłopczyk (3-5 lat) stał bosy w cieniutkim podkoszulku na posadzce balkonu. Było kilka stopni na minusie.  Płakał i błagał mamę, żeby go wpuściła do domu, bo marznie. I wiecie co? Ludzie patrzyli w górę, widzieli malca, lamentowali "och co za matka" i k*** a nikt nic nie zrobił! Myślałam, że mi serce pęknie. Nie zastanawiając się dłużej zadzwoniłam na policję, podałam adres, opisałam sytuację, poprosiłam o wezwanie pogotowia i zgłosiłam to anonimowo nie podając danych  Po 5 minutach stali pod domem. Wyważyli drzwi, bo głośna imprezka zagłuszała pukanie. W chałupie bród i mogiła. Dziecko z balkonu trafiło wyziębione do szpitala z odmrożeniami i masą siniaków. Drugie dziecko podobno leżało we własnych odchodach płacząc. Potem ukazał się artykuł w miejscowej gazecie o tej rodzinie i komentarze sąsiadów jak to nic nie wskazywało na tragedię, melina była, ale niby matka dbała o dzieci. Od tamtej sytuacji minęły miesiące, dzieci zostały odebrane rodzicom i trafiły do rodziny zastępczej, rodzice, a właściwie matka i jej konkubent do aresztu. 

Nie żałuje swojego telefonu. Wiem, że gdybym ja nie zadzwoniła po pomoc, to pewnie nikt z przechodniów by tego nie zrobił. Każdy by się gapił, ale nic by nie zrobił. Kto wie jak długo by ten chłopiec tam stał. A kto wie, może potem w telewizji pokazaliby kolejne dziecko skatowane przez konkubenta matki. 

I na koniec- kochani błagam was miejmy w sobie odwagę i reagujmy. Nie bójmy się tego, bo możemy uratować dziecku życie lub przyczynić się do jego utraty. Czasami lepiej zrobić coś na wyrost niż mieć na sumieniu życie dziecka. 


Ruda

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka