2017/03/08

0294 8 miesięcy minęło jak jeden dzień...




Czas leci cholernie szybko. Zdałam sobie sprawę z tego gdy spojrzałam w kalendarz i uświadomiłam sobie, że moje dziecko właśnie kończy 8 miesięcy życia. A pamiętam jakby to wczoraj odeszły mi wody, jakbym to wczoraj przykładała ją pierwszy raz do piersi. Dopiero załatwiałam formalności związane z urlopem macierzyńskim, a już za chwilę będę musiała załatwiać kolejne tym razem dotyczące urlopu wychowawczego. 




Jak mi minął ten czas?

No cóż łatwo nie było i nie jest nadal, ale kto mówił, że macierzyństwo to miód i same przyjemności. Natalka jest bardzo wymagającym i absorbującym dzieckiem. Niewiele śpi w dzień od narodzin (w zasadzie wcale), w nocy budzi się co 30 minut, czasami co godzinę.  Bywały dni, że nie spała 2-3 doby, a ja razem z nią. Lubi być na kolanach i na rękach u mnie lub u swojego taty, mniej cieszy ją przebywanie w krzesełku czy kiedyś w bujaczku. Nie jest zadowolona jak zostaje w pokoju sama, gdy w tym czasie ja idę zrobić przysłowiowe siku. 
Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele jest w tym mojej winy, bo przyzwyczaiłam ją do noszenia na rękach i tak jej zostało. Ciężko było jednak odłożyć dziecko do łóżeczka by płakało całą noc. Mnie jej płacz doprowadza do szału i robię wszystko, żeby ją uspokoić. Wiele matek tak ma, a potem cierpi. 

Od swojej mamy i wielu koleżanek słyszałam, że dziecko jak nie ma kolki (a wiele dzieci nie ma) to przez pierwsze 3 miesiące je śpi i sra:) U nas nie było ani jednego takiego dnia. Od pierwszych dni spała mało. Był problem z karmieniem, bo pokarmu miałam mało, więc dokarmianie było konieczne. Apetyt miała spory, sen za to ją zupełnie nie rozkładał. Czy miała kolki? Miała, ale nie jakieś silne, jednak mimo to ostro dawała w kość. I daje nadal. 

Dziś ma osiem miesięcy. Apetyt ogromny, wcina kaszkę manną, zupki, które gotuję z prędkością światła:), chrupki, biszkopty, dopija mlekiem  i wodą z miodem (nic innego nie chce). Śpi nadal bardzo mało, mimo obfitej kolacji i leków łagodzących bolesne często w nocy ząbkowanie. Bawi się chętnie, ale tylko ze mną. Same zabawki w pustym pokoju cieszą jej oko minutę. Chętnie gaworzy i równie chętnie płacze wymuszając wiele rzeczy. Spacery polubiła, że bez przesady. Jest bardzo wrażliwa na dźwięki. I o ile trzaskanie drzwi na klatce schodowej czy dźwięk obcasów jej nie obudzi, tak szelest przewracania się w łóżku z boku na bok lub skrzypnięcie łóżka już i owszem. Często nie daje się odłożyć do łóżeczka. Jest usypiana kołysaniem (wiem, że wiele osób tego nie pochwala) i o ile na rękach zaśnie to momentalnie obudzi się, gdy poczuje, że wkładana jest do łóżeczka.  Czort mały. 

I choć są takie dni, że autentycznie padam na twarz ze zmęczenia, braku snu i jedzenia, mam ochotę zostawić wózek w sklepie i uciec jak najdalej, to widząc jej uśmiech albo słysząc słowo MAMA z jej ust miękną mi nogi i serce. Uświadamiam sobie wtedy jak wiele już z nią przeszłam i dałam radę, to każdy kolejny dzień będzie już tylko lepszy. Mam tylko nadzieję, że zdrowotnie nie posypię się do końca, bo ani moje kolano, ani biodro, które mocno ucierpiało przy porodzie nie chcą ze mną współpracować, mimo, że pozbyłam się od porodu 25 kg. 

Wiem jedno. Te osiem miesięcy zleciało mi strasznie szybko. Raz było wesoło, raz łzy same leciały po policzku. Był śmiech był i krzyk. Kocham mojego czorta strasznie i wybaczam mu wszystko co złe. Uśmiech tej ślicznoty rozbraja mnie totalnie:) I pewnie nim się obejrzę Natka będzie chodzić do szkoły:)


A wy mamuśki jak wspominacie swoje bycie mamą?

2017/03/05

0293 kilka słów o chińskiej palecie cieni czyli Focallure 03


Zakupy na Aliexpress uzależniają bez wątpienia. No bo jak się powstrzymać, gdy coś co u nas kosztuje 30 zł tam jedyna 1-2$. Fakt wysyłka trwa, ale można to jakoś znieść. Ja początkowo się bałam, że zwyczajnie te rzeczy zaginą w transporcie i stracę pieniądze.  Wiem, że wiele dziewczyn się tego boi. W końcu jednak postanowiłam się przełamać.  

Na próbę zamówiłam kolczyki i naszyjnik za 0,50$  żeby potem nie płakać, gdyby nie doszły do mnie te rzeczy. Ale doszły! Fakt czekałam miesiąc, ale gdzie mi się spieszyło?

Kiedyś jednak na YT znalazłam filmiki dziewczyny, która pokazuje swatche palet do cieni i robi ich testy. Bałam się, bo szlak wie kto i jak je robił. Może mieszali pigment w garażu, a ja to na oko nakładam. Postanowiłam zaryzykować te 3$ i przetestować. Najwyżej dermatolog na mnie zarobi:)

Zamówiłam paletę Focallure, której recenzje na YT też znalazłam. Przyszła do mnie w miarę szybko ok. 5 tygodni. A jakie mam odczucia z nią związane? Całkiem pozytywne:)




Paletka jest opakowana w kartonik, całkiem profesjonalny


Sama paletka jest plastikowa wykonana solidnie jak na chińczyka za 3 dolce. Pierwsze co się rzuca to to, że jest mała, kompaktowa, jak zabawka dla lalek:)


Jak widać w środku mamy lusterko i pacynkę. A cienie jak widzicie są malutkie. Ledwie opuszek palca się mieści.




Kolory jak widzicie w ciepłej tonacji. Taką paletkę właśnie chciałam- pomarańcze i róże:) Na 12 cieni mamy 4 maty i 8 perłowych cieni.


Zobaczcie jaka jet mała w starciu z pędzlem Hakuro:)


A teraz pigmentacja. O ile 2 pierwsze beże są prawie niewidoczne to kolejne cienie już fajnie wyglądają. Jest to pigmentacja na sucho:) Z bazą są dużo ładniejsze.

Wykonywałam nią makijaż kilka razy. Cienie się trochę sypią, na powiece maty są prawie niewidoczne, perłowe za to ładnie wyglądają i nieźle się blendują. Nie śmierdzą jak wiele chińskich cieni. Dobrze łączą się z cieniami innych marek. Na powiece oczywiście z pomocą bazy trzymają się wiele  godzin.

Nic mnie nie uczuliło, nie podrażniło.

Paleta idealna na wyjazdy, mała, zgrabna:)

Mogę wam ją śmiało polecić, mimo, że to chiński produkt, do których wielu nie ma zaufania. Przetestowałam na sobie.

Dla chętnych kupiona TU


Niedługo będzie rozdanie na blogu i na IG. Do wygrania będzie mam nadzieję coś co wam się spodoba:)

2017/03/02

0292 MakeUp Revolution Aqua Seal Liquid Eye Primer recenzja



Baza pod cienie to coś co zawsze jest w mojej kosmetyczce. Bez niej cienie płyną na mojej powiece. Przetestowałam ich wiele tańszych i droższych, o przeróżnych konsystencjach. Gdy zobaczyłam nową bazę MUR postanowiłam ją przetestować i dziś chce się z wami podzielić moją obserwacją.




Baza zamknięta jest w małym 5ml plastikowym opakowaniu z dziubkiem.  Jest to przeźroczysty płyn, który aplikujemy na powiekę w płynnej postaci. Opakowanie jest miękkie, łatwo je nacisnąć. Górna część jest odkręcana.


Po zakupie okazało się, że w opakowaniu jest 3/4 płynu. I niestety w każdym, gdyż macałam je w drogerii i żadne nie było pełne.  Ale jakoś mnie to specjalnie nie zdziwiło. Wiele produktów ma większe opakowanie niż jest samej zawartości.


Jak widać na zdjęciu (albo i nie) baza jest to tłusta woda. Uczucie na skórze jest takie jakbym wmasowywała oliwkę. Pomyślałam sobie, czy tłusty produkt nie będzie tłuścił powieki jeszcze bardziej, niż robi to ona sama w sobie. No, ale cóż kupiłam trzeba testować. Baza ma za zadnie nie tylko przedłużyć trwałość cieni, ale i podbić ich kolor. Obawiałam się, że nie będą się one zwyczajnie rozmazywać na tej bazie, a moje obawy okazały się słuszne. 


Zrobiłam swatche z użyciem owej bazy oraz dla porównania najlepszej jaką mam czyli ArtDeco. Cienie jakich użyłam to MUR z paletki Eyes Like Angels. 






Co widać na tych zdjęciach? Baza ani trochę nie podbija koloru cieni. Wręcz przeciwnie chwilami go wręcz tłumi. Sama aplikacja nie jest przyjemna, powieka jest tłusta, cień trzeba tylko wklepywać, bo sunięcie pędzlem sprawia, że wszystko się mazia. Próbowałam nakładać cienie na mokrej bazie i na suchej. Pigmentacja jest identyczna. 

A co z trwałością? Bo przecież może tym nadrabia:) Wolne żarty. Cienie trzymają się 2-3 godziny, potem można ich szukać tylko w załamaniu lub... w powietrzu!! Przy kilku aplikacjach autentycznie cień znikał, wyparowywał z powieki! Pozostawał tylko szarawy lub różowawy cień na powiece, ale samego produktu można było szukać z lupą. Pierwszy raz mi się to zdarzyło, żeby cienie znikały wręcz do zera z powieki. 

I tak jak pisałam aplikowałam na mokrą bazę i na wyschniętą. Trzy razy nabrałam cień na pędzel i kroplę bazy zaaplikowałam na niego. Nic to nie dało. Nałożyłam też cień palcem, a potem bazę wklepałam na cień (podobno ma to czynić cienie wodoodpornymi), w rezultacie kolor znikał równie szybko jak w pozostałych przypadkach. 

Muszę nadmienić, że aplikowałam bazę w połączeniu z cieniami MUR, ale i Astor, Wibo, Eveline, Avon, Mary Kay i Catrice.

Cieszy mnie jedynie fakt, że nie kosztowała dużo, ok. 13 zł.  

Liczyłam, że produkty tej samej marki będą ze sobą współgrać, niestety.

Wielki zawód. O ile ich cienie są cudowne, to ta baza jest bublem totalnym. Może to też wina mojej bardzo tłustej powieki, może tak, a może nie. Póki co tylko ArtDeco spisuje się u mnie dobrze. 

Pozdrawiam.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka