Dziś pierwszy post z nowego cyklu ŚWIAT WEDŁUG RUDEJ. Nowe posty o przeróżnej tematyce będą się regularnie pojawiać na blogu. Chciałabym w nim komentować otaczający nie świat, sprawy, problemy. Będę poruszać różne kwestia od głośnych spraw, o których mówi się w mediach po lokalne i prywatne. I nie będą to kwestie kosmetyczne.
Dziś jednak chciałam się rozgadać na temat współpracy. Co wiem na ten temat? Może nie wiele, bo nie zawarłam jeszcze żadnej z nikim, ale zaproponowano mi całkiem nie dawno pewien układ, na który się nie zgodziłam. Chciałabym wam o tym opowiedzieć.
Swojego bloga prowadzę od lipca 2014. Nie długo. Jestem dumna z osiągnięć jakie ma. Jestem dumna, że ktoś mnie czyta, komentuje. To bardzo ważne. Czuję w ten sposób, że moja praca nie idzie na marne. Pisać lubiłam od dziecka, a że kosmetyki i ubrania to coś, co każda kobieta lubi najbardziej to dlaczego nie połączyć tego razem. Stąd mój pomysł na bloga. Nigdy nie miałam nawet cienia myśli, by zakładać go dla jakiś współprac czy konkursów. Jednak ostatnio miały miejsce pewne wydarzenia, o których muszę wam powiedzieć.
Kilka tygodni temu napisała do mnie Pani X z firmy X (nie chcę wam podawać nazwy). Zaproponowała mi współpracę, która polegać miała na tym, iż wyśle mi kosmetyki do makijażu do testów, a ja wystawię opinie na blogu oraz na innym portalu, na którym ocenia się kosmetyki. Pomyślałam czemu nie, tym bardziej, że kosmetyki wydawały mi się fajne, a testów nigdy dość. Napisałam tej Pani, że chętnie podejmę wyzwanie i że wystawię z pewnością szczerą opinię po przeprowadzonych testach. Jaką dostałam odpowiedź? Prosimy o wystawienie opinii pozytywnej, w przeciwnym razie będziemy domagać się zwrotu kosztów poniesionych za przesłanie Pani produktów do testów oraz kosztów przesyłki!!
Padłam! Gapiła się w ekran i czytałam to zdanie kilka razy. Nie wierzyłam w to co widzę. Cholera to był szantaż. Napisz o nas dobrze, bo jak nie to za to zapłacisz! No szlak mnie trafił jak to zobaczyłam. Jeszcze czego. Jak wypuszczacie bubla na rynek to nie myślcie, że ktoś wam o nim napisze same dobre rzeczy. Od razu odpisałam, że jeśli mam wystawić jedynie opinię pozytywną, która może być nie adekwatna do moich faktycznych odczuć na temat kosmetyku, bardzo dziękuję za taką współpracę, bo nie mam zamiaru okłamywać moich czytelników. Pani się więcej nie odezwała. Jednak we mnie pozostał niesmak. Jak do jasnej anielki można coś takiego zaproponować? Czy z racji tego, że jestem blogerką firmy kosmetyczne myślą, że jestem głupią laską, która połasi się na jakiś krem za 15 zł? Chyba niektóre tak!
Wszystkie kosmetyki, które pokazuję na blogu kupiłam za własne pieniądze lub wygrałam w rozdaniach. Nigdy nie zgodzę się na dostanie czegoś za darmo w zamian za napisanie opinii, która jest nie zgodna z prawdą. Nawet na duże pieniądze, które mogłyby kusić. Dlaczego? Bo cenię sobie tych, którzy mnie czytają i jestem osobą prawdomówną. Nie umiem kłamać, nie chcę, nie potrafię. Może są takie dziewczyny, które za kilka kosmetyków napiszą co tylko firma chce, byle by je dostać, a może zgarnąć kasę. Ja nie!!!
Współprace z firmami nie są złe pod warunkiem, że są na uczciwych zasadach. Moja przygoda uczciwa nie była. Powiem wam, że teraz chyba przy ewentualnej kolejnej propozycji nie zgodzę się nawet jeśli wszystko będzie ok. Zraziłam się strasznie.
Traktowanie nas blogerek jako tanią dźwignie marketingu jest po prostu żałosne i świadczy tylko negatywnie o firmie. Ja jako świadomy konsument, kobieta w pełni władz umysłowych i posiadająca pełną zdolność do czynności prawnych, jako osoba wykształcona za cholerę nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Żadna baba z firmy nie ważne jakiej czy podrzędnego X czy wielkie koncernu nie będzie mnie tak traktować. SORRY TAKI MAM KLIMAT!!
Na temat mojej cudownej współpracy to tyle. Teraz kilka słów na temat wiadomości na facebooku jaką dostałam jakieś kilka dni temu, która dotyczyła mojej wygranej w rozdaniu i mojego wątpliwej uczciwości. Szczęście do konkursów miałam już jako nastolatka. W gimnazjum kupowałam gazety typu Bravo/Bravo Girl albo Dziewczynę. Każda nastolatka to czytała. Były tam krzyżówki z nagrodami, różne konkursy sms i takie gdzie trzeba było coś do redakcji wysłać. Wygrałam wiele razy kosmetyki, jakieś gadżety. Kiedyś nawet wysłałam sms do Radia Wrocław, redaktor do mnie zadzwonił, byłam na antenie i wygrałam płytę zespołu Maleo.
Jak zresztą widać chętnie biorę udział w wielu konkursach które są organizowane na blogach (wystarczy ogarnąć ile banerów jest obok). Nigdy się tego nie wypierałam, że próbuję, bo niby dlaczego nie. Nie należę do osób pazernych, które tylko biorą, bo sama również je organizuję u siebie. Nie ulega wątpliwości, że poszczęściło mi się kilka razy, bo wygrałam już jakieś 7-10 rozdań. Powiem szczerze nie liczę tego. Zawsze cieszę się z wygranej, w końcu to nowe kosmetyki do testów i możliwość tworzenia nowych postów. Jednak komuś się chyba to nie podoba albo ktoś mi tego zazdrości.
Napisała do mnie jakaś dziewczyna (konto anonimowe założone nie dawno, chyba na potrzeby hejtowania ludzi), która wyrzuciła swoje gorzkie żale na temat mojej kolejnej wygranej, którą pochwaliłam się na FB. Usłyszałam od niej, że to nie możliwe, że znowu wygrałam, że to musiało być ustawiane i że nie jestem uczciwa. Napisała również, że śledzi non stop blogi i gdzie nie pojawią się wyniki tam wygrywam ja. To akurat jest kłamstwo. Jak pisałam wygrałam może 7 może 10 rozdań przez 8 miesięcy jak prowadzę bloga. Daje to średnio 1 na miesiąc, a przez miesiąc odbywa się na różnych blogach ze 30 konkursów jak nie więcej. Odpisałam na tą wiadomość informując ową panią, że widocznie mam szczęście, a to chyba nie jest karalne i skoro uważa, że inni powinni wygrywać w rozdaniach a nie tylko ja niech sama spróbuje, może jej się poszczęści. W odpowiedzi przeczytałam, że jestem cyniczną szmatą i kiedyś ta pazerność mnie zgubi.
Cycki mi cholera opadły! Czy ja popełniam jakiś grzech? Jakąś zbrodnię? Mam prawo jak każda z nas brać udział w rozdaniach na blogach, bo po to są one organizowane, a to, że jestem wylosowywana raz na jakiś czas to jest przestępstwo? Inni też wygrywają, wiele nicków pojawia się po raz kolejny wśród zwycięzców i co mam ich zabić za to, że to ja nie wygrałam? Cholera ludzie opamiętajcie się!! Jestem pazerna, bo biorę udział w rozdaniach? Mój dziadek też był pazerny, bo przez 50 lat swojego życia grał w totka i wygrał trochę grosza (trafił wiele razy 3, kilka razy 4)? Czym sobie zasłużyłam, że jakaś obca baba, która nawet nie ma na tyle odwagi, żeby się ujawnić, nazywa mnie cyniczną szmatą? To jest obrażanie człowieka w biały dzień. Powiedzcie mi, bo może ja jestem faktycznie jakaś ograniczona- CZY JA ROBIĘ COŚ ZŁEGO? Bo już nie wiem. Albo ktoś jest bezczelny do granic możliwości albo najzwyczajniej mi zazdrości. Nie wiem jak mam to interpretować.
Pytanie do was czy jestem waszym zdaniem cyniczną szmatą? Oceńcie to sami.
Dziękuję, że mnie wysłuchaliście.
Pozdrawiam
Ruda